“Prawdziwą
historię pisze samo życie”
Przyznam szczerze, że tak obszerne powieści liczące ponad 500 stron, nigdy nie zachęcały mnie do sięgnięcia po nie. Tymczasem w ostatnim czasie przeczytałam dwie książki, czy też, rzecz można – księgi – i obie okazały się wspaniałymi pozycjami, podczas lektury których ani przez moment nie czułam znużenia ich rozmiarem. Pierwszą jest “Wojna i miłość”, której recenzję znajdziecie w poprzednim wpisie, zaś kolejną “Kołysanka” Krystyny Januszewskiej. Zastanawiałam się, co takiego łączy te grube tomiszcza, że ich lektura, mimo objętości, sprawiła mi przyjemność. Odpowiedź okazała się nadzwyczaj prosta: historia opowiedziana przez autorki pięknie, malowniczo, z dużą dozą szczegółów, z wielkim znawstwem tematu, kontekstu, tła społeczno – politycznego. Ponadto obie przedstawiają dzieje rodzin w ważnych momentach dziejowych, z tym , że w “Kołysance” perspektywa czasowa jest o wiele szersza, gdyż obejmuje okres od roku 1926 do roku 1953, a więc opisane w niej zdarzenia rozgrywają się na przestrzeni ponad ćwierćwiecza. Ponadto “Kołysanka” oparta jest na autentycznych, zbeletryzowanych losach dwóch, a w zasadzie trzech rodzin, pochodzących z różnych grup społecznych: Kuśmierczyków, Grudów i Wolańskich.
“Większość bohaterów tej książki nie żyje. Gdy zaczynałam pisać,
żyli wszyscy. Nie da się tego powstrzymać, wiem, choć trudno się z tym
pogodzić. Odchodzili cicho, jedno po drugim, i wciąż odchodzą, jak bohaterowie
zapomnianych filmów. Mam nadzieję, że dzięki tej książce pozostanie po nich
wspomnienie drogi, którą przeszli”
( Epilog, s. 739)
( Epilog, s. 739)
Akcja
powieści rozpoczyna się w roku 1926. Sześć lat wcześniej Jan Kuśmierczyk
przybył wraz z rodziną na Polesie. Podobnie jak inni Polacy sprzedał ojcowiznę,
zostawił ojczystą ziemię z nadzieją, że tam , gdzie jadą, czeka ich lepsze
życie. W “dzikiej i tajemniczej krainie lasów i bagien, błotnistych rzek i
mokradeł” założyli oni kolonię Krymno i rozpoczęli nowy rozdział wśród obcej im
przestrzeni i miejscowej ludności. Ciężka praca zaowocowała szybko coraz
lepszymi warunkami życia, coraz obfitszymi plonami. Rodzina Kuśmierczyków
zaczęła się powiększać i wydawałoby się, że rzeczywiście los uśmiechnął się do
nich. Ale śmierć na skutek rożnych chorób zaczęła zbierać żniwo głównie wśród
dzieci, zostawiając przy życiu zaledwie pięciu braci spośród dziewięciorga
dzieci Jana i Weroniki. I kiedy już najstarszy syn Kuśmierczyka, Lucjan, zaczął
myśleć o miłości i małżeństwie, nadeszła wojna, która nie tylko zniweczyła
młodzieńcze marzenia chłopca, ale dotkliwie odcisnęła się na losach wszystkich
członków rodziny, niosąc głód, strach, śmierć, groźbę zsyłki na Syberię,
ucieczki przed banderowcami, wreszcie decyzje, których w innych warunkach żaden
z bohaterów by nie podjął. Los i wir historii doświadczy ich okrutnie, mimo to
niezłomnie będą walczyć o swoje miejsce na Ziemi i od nowa odbudowywać
szczęście w powojennej rzeczywistości, kiedy to przeznaczenie zetknie i połączy
ich z rodziną Grudów.
“Przeszłość
zawsze człowieka dogoni. Czasem ma dobrą, pogodną twarz, wygładza i poprawia
krzywizny dróg. Innym razem jest upiorna aż do granic wytrzymałości i nie ma na
nią antidotum” (s.10)
Drugą rodziną, której losy poznajemy równolegle do
dziejów Kuśmierczyków, jest młode małżeństwo Katarzyny de domo Kochan i Michała
Grudy, oficera Wojska Polskiego. Młodzi Grudowie mieszkają w Żółkwi wraz z
rodzicami Katarzyny. Ich życie płynie bezproblemowo. W momencie wybuchu wojny
maja trójkę dzieci: Kazika, Zbyszka i Zosię i są kochającą się, szczęśliwą
parą. Wrzesień 1939 roku wywraca ich spokojne życie do góry nogami, skazując
naszych bohaterów na rozłąkę, cierpienie, podejmowanie drastycznych, bardzo
trudnych decyzji. Historia Wolańskich, szlacheckiej rodziny zamieszkującej w
pałacu w Grzymałowie, zajmuje w powieści drugorzędne miejsce, ale jest ciekawym
wątkiem związanym z tajemnicą pochodzenia Michała Grudy, dziadka autorki.
Powieść pani Januszewskiej to drugi tom cyklu. W pierwszym z nich,
zatytułowanym “Dziedzictwo” poznajemy dzieje rodziny Kuśmierczyków w trudnych
latach odbudowywania polskości po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości.
Ale można spokojnie przeczytać “Kołysankę” bez znajomości poprzedniej części.
Podsumowując,
“Kołysanka” to wspaniała rodzinna saga, ale też powieść napisana z wielkim
znawstwem historii, realiów czasów, w których dzieje się akcja, ze wspaniale
opisanym tłem społeczno – obyczajowym, mądra, ciepła, niepozbawiona szczypty
humoru, dostarczająca nie tylko wiedzy historycznej, ale też wielu emocji i
wzruszeń. Czytając tę powieść, naprawdę doceniłam spokojne, niemalże sielskie
(w porównaniu do lat przedstawionych w utworze) czasy, w których przyszło mi
żyć. I obok wielkiego podziwu dla niezłomności, ogromnej siły i determinacji
bohaterów, poczułam wdzięczność za to, co nam, żyjącym na przełomie wieków,
przyniosły te dramatyczne wydarzenia początku XX w., dzięki którym żyjemy w
wolnym kraju. Polecam tę powieść wszystkim tym, którzy lubią sagi rodzinne
osadzone mocno na historyczno – społecznym tle, opowiedziane niespiesznie,
pięknym językiem. Czas spędzony z rodziną Kuśmierczyków i Grudów na pewno nie
będzie czasem straconym i na długo zapadnie Wam w pamięci, a te 750 stron,
które początkowo mogą przerażać, stanie się niezwykła podróżą w czasie i
przestrzeni.
Wydawnictwo: Prószyński i S – ka 2018 (19 czerwca)
Wydawnictwo: Prószyński i S – ka 2018 (19 czerwca)
Moja ocena: 7/10
Liczba stron: 750
Oprawa: miękka ze
skrzydełkami


Komentarze
Prześlij komentarz