"Nieczułość" Martyna Bunda


          Powieść Martyny Bundy pożyczyłam z osiedlowej biblioteki. Jakoś tak urzekła mnie okładka i krótki opis z tyłu, który przeczytałam pobieżnie. Ponieważ bardzo podobał mi się film “Kamerdyner”, fakt, że zdarzenia opisane w książce miały się rozgrywać na terenie powojennych Kaszub, sprawił, iż powieść powędrowała ze mną do domu. O autorce nie słyszałam, dopiero przed lekturą wyszukałam informację, że pani Martyna jest dziennikarką “Polityki”, a “Nieczułość” to jej literacki debiut. Utwór Martyny Bundy jest dedykowany “Mamie, siostrze, córkom, naszym babkom, ciotkom i przyjaciółkom” i rzeczywiście jest to powieść o kobietach i dla kobiet (ale nie w popularnym rozumieniu pojęcia “literatura kobieca”). Historia Rozeli i jej trzech córek – Trudy, Gerty i Ildy – to hołd złożony kobiecej sile i niezłomności. I chociaż pierwsze strony książki zaskoczyły mnie dość nietypowym sposobem prowadzenia narracji, opowiedziana w niej historia pochłonęła mnie bez reszty. I tylko taka właśnie narracja, prosta, oszczędna, całkowicie pozbawiona patosu, lecz nie pozbawiona warstwy metaforycznej i znaczeń ukrytych pomiędzy wersami, z naturalistycznymi opisami, krótkimi zdaniami lub równoważnikami zdań, przyczyniła się w dużej mierze do tak znakomicie stworzonego przez autorkę, niepowtarzalnego klimatu. 

         Akcja powieści rozpoczyna się w lutym 1979 roku, kiedy to trzy siostry, wybierając się na pogrzeb, podbarwiają kwiaty atramentem, a na szarfie pogrzebowego wieńca znajduje się, nietypowo, tylko jedno słowo – Nieczuła. Dla kogo i dlaczego dowiemy się nieco później. Rozdział otwierający powieść nosi tytuł Zima, kolejne to : Wiosna, Lato, Jesień. Ostatni rozdział to ponownie Zima i ponownie wracamy w nim do pogrzebu z lutowego, mokrego dnia 1979 r. Mamy więc przemyślaną klamrę kompozycyjną, poza którą wychodzi jeszcze kilka stron, z których dowiemy się o losach naszych bohaterek oraz ich dzieci. Wszystkie rozdziały podzielone zostały na podrozdziały dotyczące poszczególnych postaci, tak więc, mimo trzecioosobowej narracji, dzieje kobiet poznajemy niejako z czterech perspektyw i choć ich losy się splatają i co chwilę nakładają na siebie, to każda z nich tworzy swoją oddzielną, indywidualną historię. Truda, Gerta i Ilda są bowiem różne od siebie tak, “jak mogą się od siebie różnić tylko siostry”. Ich matka, Rozela, kobieta o wielkiej sile i odwadze, niezwykle okrutnie doświadczona przez okupację i koszmar powojennej Polski, stara się wychować córki tak, by były kobietami twardymi, odpornymi na przeciwności losu, oschłymi i “nieczułymi” – jak ona. Każda z córek poszła swoją własną drogą, ale zawsze trwały przy sobie, gotowe rzucić wszystko i stanąć w potrzebie u boki matki czy którejś z sióstr. Każda z nich walczyła na swój własny sposób o marzenia, zmagała się z przewrotnym losem, krzywdami doznanymi od innych, śmiercią, która odbierała im najbliższych, mężczyznami, którzy odchodzili i powracali, wreszcie z zawirowaniami Wielkiej Historii, dla której zwykły , szary człowiek jest tylko pionkiem, pyłem na drodze wielkich przemian i przełomowych zdarzeń. Wspomnę jeszcze o miejscu akcji – otóż bohaterki mieszkają w małej kaszubskiej wiosce o nazwie Dziewcza Góra, a granice ich świata rozszerzają się o pobliski Kocoborów, Kartuzy, Gdynię (gdzie pracuje Truda), Sopot (w którym zamieszka Ilda). Gerta raz odbędzie wielką wyprawę do Warszawy, w swojej naiwności wierząc, że uda jej się dotrzeć ze wstawiennictwem do samego Bieruta. Mimo, iż córki Rozeli śmiało biorą swój los we własne ręce, często robiąc coś wbrew woli matki, to jednak aż do śmierci seniorki rodu, łączy je z nią ogromna więź, a murowany dom w Dziewczej Górze, to miejsce, do którego nieustannie wracają, wokół którego płynie jakby drugi nurt ich życia. Mężczyźni w tej powieści są głównie źródłem nieszczęść, ale też obiektem miłości, czułości, motorem wielu działań kobiet z Dziewczej Góry. To właśnie one są tu opoką dla słabszych psychicznie mężczyzn, władczych, ale zagubionych, niby pewnych siebie, ale bojących się życia. W kontekście głównego miejsca akcji, jakim jest wspomniana kaszubska wieś, nie sposób nie wspomnieć o roli, jaką odgrywa w tej powieści przyroda. Jet ona nie tylko tłem zdarzeń , ale również bohaterem, pełnoprawnym partnerem człowieka w jego życiu w zgodzie z rytmem natury. Bujana w koszu kurka Agatka, otrzymany w prezencie pies, noszące imiona świnki, panoszące się w obejściu pawie – to przykłady wspaniale zharmonizowanego świata ludzi i zwierząt. Kiedy kończy się wojna, natura też jakby oddycha pełną piersią i bierze udział w przywracaniu świata do stanu “normalności”: 


“Naprawdę, naprawdę to, co było przedtem, nie miało już znaczenia. Pszczoły, których rój latał bezradnie przez całą wojnę, w końcu znalazły gruby, solidny konar. Jabłonka dała pierwsze w życiu jabłka – zielone i kwaśne – i czekała, by się nią wreszcie zająć. Na zboczu Dziewczej Góry, tu gdzie kiedyś leżały pokotem dziesiątki zabitych, teraz sypały się mlecze, które ciąć można było kilogramami, dosładzać i gotować, by na koniec wekować gęsty, leczniczy syrop. Groby, rozsiane bezładnie, obrosły koniczyną i spod grubej warstwy zieleni już prawie nie było widać ich podłużnego kształtu. W ruinach domów zaczęły rosnąć pokrzywy. Po pięciu latach wojny nastał czas zawracania życia na właściwe miejsce” (s.37).
 

          Podsumowując, “Nieczułość” to dla mnie powieść pod każdym względem niezwykła. Autorka nie szafuje wielkimi słowami, niczego nie lukruje, nie upiększa, nazywa rzeczy po imieniu, takimi, jakimi są, czasem okraszając je nawet dozą humoru. Odziera to w pewnym stopniu historie Rozeli i jej córek z tragizmu. I ten tragizm w pełni dotarł do mnie w momencie, gdy Ilda snuje opowieści z przeszłości swoim siostrzenicom, uśmiechając się do wspomnień, a nawet opowiadając ze śmiechem. Wówczas jedna z dziewczynek zauważa: “Przecież te historie są smutne”. I wtedy cały ten smutek, cierpienie, rozczarowania, zawody, traumatyczne przeżycia, niespełnione marzenia i niezaspokojone potrzeby – wszystko w tym prostym stwierdzeniu dziecka uderza w czytelnika ze zdwojoną mocą, podobnie jak z podwójną siłą dociera doń świadomość ogromnej siły, niezłomności, hartu ducha i … czułości bohaterek z Dziewczej Góry. Wbrew pozorom to właśnie tak skwapliwie skrywana czułość, jakkolwiek szerokie nadamy jej znaczenie, była siłą napędową tych twardych kobiet. Na koniec dodam jeszcze, że powieść Martyny Bundy, to historia nie tylko o nadzwyczajnej sile opisanych w niej kobiet, ale również o siostrzanej i matczynej miłości, o potrzebie bycia kochaną, o tym, jak wiele jest się w stanie poświecić dla ukochanej osoby i o tym, jak ważna w życiu jest wolność, nie tylko ta zewnętrzna, ale również, a może przede wszystkim, wolność serca i umysłu. 


Wydawnictwo Literackie 2017 
Moja ocena: 9/10 
Ilość stron: 344

Komentarze