“Żmijowisko”
to moje pierwsze spotkanie z prozą Wojciecha Chmielarza. Wiem, wiem, zapytacie
zapewne, jak mogę nie znać rewelacyjnego cyklu przygód komisarza Mortki czy
cyklu gliwickiego ze słynnym detektywem Wolskim? Otóż, jakoś tak się ułożyła
moja droga czytelnicza, że nie sięgnęłam do tej pory po twórczość pana
Chmielarza. W wielu recenzjach spotkałam się z opinią, że “Żmijowisko” to jego
najlepsza powieść, więc może to i dobrze, że zaczęłam przygodę z pisarzem od
tej właśnie pozycji. O tej książce napisano już bardzo wiele, zarówno
pozytywów, jak i negatywów, co w moim odczuciu, bardzo dobrze świadczy o
powieści – dobra, niesztampowa literatura zawsze budzi sporo, często sprzecznych
emocji. Do takiej bowiem kategorii zaliczam ten utwór. Wakacje, upalne lato,
maleńka, bo składająca się zaledwie z czterech zabudowań, położona u brzegów
jeziora, wśród lasów, miejscowość Żmijowisko. W takiej scenerii rozgrywa się
główny wątek akcji. Do gospodarstwa agroturystycznego przyjeżdżają, jak co
roku, letnicy a wśród nich paczka znajomych za studiów – dziś już ponad
trzydziestoletnich, z małżonkami, dziećmi i całym bagażem dorosłego życia i
rodzicielskich obowiązków. Wśród nich jest też Robert, wciąż wolny, przystojny
i bogaty oraz jego, równie niezwykła jak on, ciemnoskóra dziewczyna, była
modelka – Adaoma. Oboje jak wyjęci z żurnala, oboje ze świata show biznesu
odległego reszcie letników. Przybywa też Kamila ze swoim mężem Arkiem, córką
Adą i małym synkiem Ignasiem. Galeria postaci jest oczywiście o wiele bogatsza,
ale wokół tej grupki przyjezdnych toczyć się będą główne wydarzenia. Ważną rolę
odegrają również gospodarze agroturystyki – Joasia, jej mąż Krzysztof,
dzieci:Damian i Gosia oraz ojciec Joasi – stary Szuwar., a także biznesmen z
Sopotu, niejaki Kajetan, który niedawno przeprowadził się wraz z rodziną do
pobliskiej, wyremontowanej leśniczówki. Z pozoru sielsko zapowiadające się
wakacje, na które Arek, Ada, ani Adaoma wcale nie mieli ochoty, kładzie się od
samego początku cień dziwnych relacji między paczką ze studiów. Wychodzą na jaw
tajemnice sprzed lat, jakieś utajone żale, niewypowiedziane pretensje, wreszcie
zwykła, ludzka zazdrość, że komuś powiodło się lepiej, że jest lub było mu
lżej. Atmosfera w letnisku nad jeziorem gęstnieje coraz bardziej aż do momentu,
gdy nieoczekiwanie znika beż śladu córka Kamili i Arka. Prowadzone na szeroką
skalę, wszelkimi możliwymi metodami, poszukiwania nie dają rezultatu.
Akcja nie toczy się tak liniowo, jak zarysowałam to powyżej. Powieść jest podzielona na przeplatające się ze sobą trzy płaszczyzny czasowe: Wtedy (gdy dochodzi do tragedii), Teraz (czyli w roku 2014, kiedy to Arek przyjeżdża do Żmijowiska w rok po zaginięciu córki z plikiem ulotek, próbując po raz kolejny wpaść na jakiś ślad Ady) oraz Pomiędzy (kiedy to życie Kamili i Arka komplikuje się pod wpływem tragedii tak bardzo, że pewnych rzeczy nie da się już odwrócić). Taki podział fabuły daje pełniejszy obraz zdarzeń, zależności między bohaterami, a te są bardzo skomplikowane i silne, pozwala głębiej wniknąć w psychikę postaci i poznać ich motywację. W owym “Teraz” Arek w Żmijowisku spotyka się z ogromną niechęcią jego mieszkańców, a zwłaszcza właścicieli ośrodka, bo przecież tragedia, jaka się tu rozegrała, nie przyciągnie wczasowiczów z dziećmi, tym bardziej, kiedy jest tu ojciec zaginionej dziewczyny – żywe przypomnienie niewyjaśnionego do tej pory zniknięcia nastolatki. Przypadek sprawia, że w tym samym czasie przyjeżdża tu Adeoma, tym razem sama, i to ona jako jedyna wyciągnie pomocną dłoń do zdesperowanego ojca. Wspólnie będą próbowali rozwikłać tajemnicę, odkrywając przy tym to, co na zawsze miało być okryte całunem milczenia. ,”Żmijowisko” to świetny thriller psychologiczny, ale dla mnie przede wszystkim powieść kontrastów i dysharmonii, które jeszcze bardziej potęgują napięcie i wzmagają atmosferę niepokoju, towarzyszącą mi podczas całej lektury. Środowisko średniozamożnych mieszczuchów, wielki, ale bezwzględny świat show – biznesu i społeczność pomorskiej wsi ze wszystkimi swoimi ograniczeniami i uprzedzeniami – zestawienie tych trzech rzeczywistości stanowi ciekawy kontrast i tło obyczajowe powieści. Choć spotkałam się z zarzutami, że tylko środowisku wiejskiemu autor przypisał rasizm i nietolerancję, nie zgodzę się z nimi, bo gdy mowa o Adeomie, wielokrotnie znajdziemy wzmianki o tym, że od dziecka spotykała się z przejawami rasizmu, nietolerancji, braku akceptacji i stereotypami. Po prostu w wielkim mieście odmienność staje mniej niezauważalna w płynącym jak lawa tłumie. I kolejna ciekawa antynomia, tym razem osobowości – silnej, dominującej, destrukcyjnej Sabiny i uległego, zakompleksionego wiejskiego nastolatka, Damiana. I wreszcie w warstwie pozatekstowej jest to powieść o rozbieżności między naszymi oczekiwaniami, a rzeczywistością, ideałami, a codziennym trudem życia, indywidualizmem, a spełnianiem cudzych oczekiwań, wolnością, a szeroko rozumianym zniewoleniem, między wygodą życia w świecie złudzeń, a odwagą stawienia czoła prawdzie.
Podsumowując, powieść Wojciech Chmielarza to
kawałek naprawdę dobrej literatury. Świetnie poprowadzona akcja, fabuła, choć
poszatkowana czasowo, ale układająca się w spójną całość, doskonałe portrety
psychologiczne postaci, wielowątkowość ze wspólnym mianownikiem – to atuty,
które jako pierwsze przychodzą mi na myśl. Dodałabym jeszcze do tego naturalizm
opisów (zarówno sytuacji jak i przeżyć czy myśli, pragnień bohaterów
prezentowanych przez wszechwiedzącego narratora), który co wrażliwsi czytelnicy
uznali za wulgarny i niestosowny. No i zakończenie, nietuzinkowe i wbijające w
fotel. Polecam tę pozycję wszystkim, którzy nie szukają w literaturze tylko
lekkiej rozrywki. I cieszę się z jak najbardziej zasłużonej nagrody Książki
Roku Lubimyczytac.pl 2018!
Wydawnictwo Marginesy 2018
Moja ocena: 7/10
Okładka
miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 480



Komentarze
Prześlij komentarz