"Zdrada doskonała" Lauren North






    Nie chcemy nawet myśleć, że to właśnie nas mogłaby dotknąć strata najbliższej osoby. Kiedy pojawia się choćby cień takiej myśli, odganiamy ją od siebie jak natrętną muchę i staramy się skierować umysł na inne tory. Główną bohaterkę "Zdrady doskonałej" - Tess - dotknęła taka właśnie tragedia. Jej mąż, Mark, zginął w katastrofie lotniczej. Tess została sama ze swoją ogromną stratą, bólem, depresją i ukochanym synkiem, Jamiem, który tak bardzo przypomina kobiecie nieżyjącego męża ...

    Akcja powieści zaczyna się dzień po urodzinach Jamiego i z pierwszoosobowej narracji głównej bohaterki dowiadujemy się, że znajduje się w szpitalu, ponieważ została zraniona nożem, a jej syn zaginął. Wraz z narratorką cofamy się do  55 dnia przed urodzinami Jamiego i od tej pory będziemy krok po kroku towarzyszyć bohaterce, by odkryć, jak doszło do dramatycznej sytuacji przedstawionej w pierwszym rozdziale. Opowieść Tess przeplatana jest zapisami rozmów prowadzonych z nią przez lekarza, bądź z przesłuchań osób zamieszanych w całą sytuację. Ten zabieg pozwala czytelnikowi spojrzeć na sytuację także punktów widzenia innych postaci, nie tylko głównej bohaterki.

    Wracając do fabuły, jak wspomniałam, Tess nie bardzo radzi sobie z czymkolwiek po tragicznej śmierci męża. I choć przy życiu podtrzymuje ją miłość do syna i świadomość, jak bardzo jest mu teraz potrzebna, Tess nie potrafi skupić się na byciu dobrą matką i wywiązywaniu się z codziennych, najprostszych obowiązków. Wszystko zmienia się, kiedy w drzwiach domu Tess staje Shelley - kobieta, która sama doświadczyła podobnej straty (śmierć synka), a teraz zawodowo zajmuje się pomaganiem ludziom borykającym się z utratą kogoś bliskiego. Shelley szybko zdobywa zaufanie Tess, dla której obecność życzliwej, pomocnej i zorganizowanej osoby okazuje się prawdziwym darem niebios. Jednak z czasem mają miejsce coraz bardziej niepokojące wydarzenia, Tess zaczyna mieć wątpliwości, czy aby na pewno intencje przyjaciółki są dobre a pomoc bezinteresowna. Pojawiają się także coraz liczniejsze pytania dotyczące okoliczności śmierci Marka oraz poprzedzających ją zdarzeń. Czy Tess faktycznie dobrze znała swojego męża? Czy w najmroczniejszym momencie swojego życia zaufała właściwej osobie? Jak doszło do tego, że leży w szpitalu dźgnięta nożem, a jej syn zniknął?

    Podczas lektury pojawiają się te i wiele innych pytań. A odpowiedzi na nie są totalnym zaskoczeniem, które miesza się z niedowierzaniem i smutkiem. Zakończenie jest nieprzewidywalne i przejmujące. Jeśli po drodze były jakieś sygnały, które pozwalały domyśleć się zakończenia, to ja ich nie zauważyłam i dałam się kompletnie zaskoczyć. I o to chodzi w thrillerach, czyż nie? 

Komentarze